Jadę jutro do niego bo nie podołam !
Okropnie słucha się tych wszystkich opowiastek, że zajęcia ma tu, że ludzi jest tyle, że wykład ma ten super koleś, że na razie jest super, że już ma znajomych, że jest przewodniczącym grupy. Strasznie jest, kiedy jednocześnie cieszę się jego szczęściem, a jednocześnie mnie to boli. Owszem, mówi, że tęskni i kocha, ale widzę jak mu się tam podoba, widzę że skończyło się coś megaważnego i megasuper, a zaczyna coś... nowego, dla mnie nieznanego i gorszego, a dla niego interesującego. Studia dadzą mu dużo wolności. Za dużo. I tego się boję. Wiem, że na jego miejscu, ja (i nie tylko ja) też pewnie z czasem popełniłabym błędy gdyby były ku temu sprzyjające okoliczności. Ale zdałabym sobie sprawę, że to raz, że to nie ważne, że głupie, że żałuję i jeszcze bardziej wiedziałabym co jest dla mnie najważniejsze i najprawdziwsze. I boję się, że on zaznając czegoś/(kogoś) nowego utwierdzi się tylko w tym, że to lepsze... ode mnie, od przeszłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz