Wariuję. Na przemian targają mną złe i dobre emocje, odczucia, przemyślenia. Sama już nie wiem co robić. Próba przed którą teraz stoimy/stoję, jest przeogromna. W jednej chwili próbuję już pogodzić się z wyobrażeniem rozstania, samotności i innych jego następstw. W innej postanawiam żyć i cieszyć się chwilą. Tak, wiem, że to drugie wyjście jest lepsze, a ta informacja zbędna. Wiem. Ale tak ciężko to zmienić w praktykę. Tak, jak powtarzam to sobie w myślach, tak i teraz: muszę cieszyć się tym co mam, co jest, teraz. Przecież stracę tyle pięknych chwil (pięknych bo pozostając z nim) na przemyślenia o tym złu które ewentualnie może nastąpić.
A zmartwienia, dołki, depresje,tabletki... jeszcze nie teraz. Nie. Boże. Nigdy. Nie, nie napiszę w tym momencie, że ' a może jeśli to co wtedy ' . Nie i koniec. Wierzę w to.
Tęsknię mocno. W związku z tym plan na dziś: uczymy się żeby chociaż zaliczyć klasówkę z chemii, żeby nie myśleć o rozłące i możliwych jej skutkach.
A zmartwienia, dołki, depresje,
Tęsknię mocno. W związku z tym plan na dziś: uczymy się żeby chociaż zaliczyć klasówkę z chemii, żeby nie myśleć o rozłące i możliwych jej skutkach.
***
O nie nie nie... Nie chcę pisać tych wszystkich bzdur. Nie mam czasu...
***
I tego się trzymam. No przynajmniej się staram. Za mało czasu, żeby go marnować, tracić. Trzeba żyć, doceniać, wykorzystywać. Kochać. Ja kocham. Więc wszystko będzie dobrze...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz